Oschłość lub oziębłość (Rozmowy)
Grzegorzu,
To, o czym piszesz również nie jest mi obce. W przeżywaniu tego typu problemów pomaga mi przede wszystkim św. Ignacy, ale także inni mistrzowie życia duchowego.
I wszyscy oni mówią prawie to samo: w takich sytuacjach zawsze trzeba rozróżniać i badać przyczyny i skutki tekiego stanu.
Ogólnie pustynia duchowa może zewnętrznie przybierać podobne formy, a jednak w jednym wypadku może ona prowadzić do Boga, a w drugim od Niego oddalać.
Jeśli mamy do czynienia z oziębłością, która jest raczej wynikiem naszych zaniedbań, grzechów czy wszelkiej formy lenistwa duchowego, to z pewnością trzeba temu przeciwdziałać.
Ale jeśli przeżywamy pustkę duchową, brak zapału, transformację modlitwy, trudności z rozważaniem, brak przeżyć emocjonalnych bez naszej winy, tzn. modlimy się, mamy dobrą wolę i pragnienie Boga, robimy, co możemy to wtedy autorzy duchowni nazywają ten stan oschłością.
Może on być chciany i zamierzany przez Boga jako etap naszej drogi duchowej.
Dlaczego przechodzimy przez oschłość (którą św. Ignacy nazywa strapieniem)?
Jego zdaniem dlatego, że:
1.Bóg chce nas poddać próbie, na ile będziemy Mu wierni bez różnego rodzaju 'podpórek', czyli jest to zaproszenie na wyższy poziom relacji z Bogiem
2. Dzięki temu doświadczalnie i egzystencjalnie ( a nie tylko rozumowo), że swoim wysiłkiem ani wolą nie możemy w sobie zatrzymać ani pociechy, ani jakiejś żarliwości itd. Słowem, większość z tego, co nas stanowi jest darem
3. Opuściliśmy się nieco w nakierowaniu na Boga, za nadto pochłonęło nas jakaś rzecz, która przykuwa naszą uwagę, uzależniliśmy się od czegoś itd. To pewien sygnał alarmowy.
Dla mnie pewną 'psychologiczną" próbą opisania takiej oschłości jest teoria dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego, która mówi, że przy określonych warunkach, nerwice a nawet depresje mogą być symptomem rozpadu starych struktur psychicznych po to, by zrodziły się nowe - bardziej dojrzalsze. Osobiście bardzo pomogła mi ta koncepcja i do dzisiaj mnie inspiruje. Polecam lekturę, to nie jest gruba pozycja
W tym sensie oschłość jest warunkiem rozwoju, kruszenia tego, co oddala nas od Boga. Św. Jan od Krzyża nazywa to nocą zmysłów. Św. Teresa z Avila przechodzeniem z jednego mieszkania duszy do innego.
Zwykle oschłość z oziębłością miesza się w naszym życiu. Trudno nieraz samemu się rozeznać. Dobrze o tym rozmawiać z jakimś kierownikiem. To, o czym wyżej napisałem to oczywiście wielki skrót.
Mogę polecić książki Wilfrida Stinissena 'Noc będzie mi światłem' lub 'Droga modlitwy wewnętrznej'. Bardzo pozyteczna i praktyczna lektura. Tam można znaleźć wiele praktycznych wskazań, jak rozróżnić faktyczną oschłość od oziębłości, co wtedy czynić itd.
Ja mogę tylko tyle powiedzieć, że jeśli przeżywam oschłość to niewiele można zmienić w samym przeżywaniu tego stanu. Ważne, żeby nie zaprzestawać modlitwy i nie wracać ciągle do przeszłości - do 'raju utraconego'. A to bywa nieraz bardzo trudne. I samo to zmaganie też jest częścią tej duchowej pustyni.
---![[image]](img/uploaded/image70.jpg)
Pozdrawiam serdecznie
Darek Piórkowski
Pełny Wątek:
Mix