| Imieniny:
 
home

Blogi Tezeusza


Wednesday, 08.10.2008

Testujemy nowy program Blogów “Tezeusza”

Autor: Andrzej Miszk @ 11:05

Od dziś wystawiamy na widok publiczny nowy program blogowy “Tezeusza”. W najbliższym czasie będzie on testowany, tak, aby Autorzy, Komentatorzy i Czytelnicy mogli przyjrzeć się mu w praktyce. Równolegle będzie widoczny dotychczasowy program. Nowe notki Autorzy będa już pisać w nowym programie blogowym. Po kilku dniach, jeśli nowy program się sprawdzi i zostanie uzupełniony, całość Blogów Tezeusza zostanie przełączona na nowy program, a dotychczasowy będzie stanowił archiwum.

Autorzy wchodzą do swoich blogów poprzez dotychczasowy login i hasło. Proszę wykonać następujące czynności

1. wchodzimy na stronę nowych blogów: http://nowy.tezeusz.pl

2. klikamy w górnym menu na “zaloguj się”

3. logujemy się aktualnym loginem i hasłem

4. w prawej kolumnie/menu klikamy “nowy wpis”

5. wklejamy treść i zatwierdzamy

6. gotow

****

Mam nadzieję, że ta innowacja spodoba się Wam. Czekamy na Wasze uwagi, pytania i sugestie. Szerzej omawiałem sprawę w blogu:

Nowy program Blogów “Tezeusza”

Autorom obecnym i nowym życzę powodzenia, a Wam wszystkim wiele radości z pisania, dyskusji i lektury Nowych Blogów “Tezeusza”!

Nowe Blogi Tezeusza znajdziesz pod linkiem:

Nowe Blogi Tezeusza

Ps. Widzę, że chwilowo w nowym programie jest trudny dostęp do funkcji komentowania najnowszych notek. Daję więc ten wpis również tutaj. Jak tylko informatycy się pojawią poprawią to.

Andrzej Miszk – Pozostałe blogi i teksty
Blogi na wideo w YouTube

Tuesday, 07.10.2008

Zmiany Panie, zmiany

Autor: Tomasz P. Terlikowski @ 09:51

I mamy newsa z Synodu Biskupów, który miał się zająć rolą Biblii w życiu Kościoła. Arcybiskup Stanisław Gądecki wpadł na pomysł, i zamierza podzielić się nim z ojcami synodalnymi, by zmienić kolejność czytań liturgicznych. Pierwsze czytanie ma być w miejscu, w którym było od zawsze, potem ma być Ewangelia, a na koniec drugie czytanie. Skąd taki pomysł? Bo, jak wyjaśnia metropolita poznański, dzięki zmianie z porządku hierarchicznego na chronologiczny, odzwierciedlone zostałoby życie Kościoła, gdzie “Ewangelia znajduje się – po czytaniu ze Starego Testamentu – w centrum czytań, a po niej następują pisma apostolskie, które są echem Ewangelii”. “...korzyść wyniesiona z takiej kolejności jest oczywista, zarówno podczas czytania, jak i podczas głoszenia homilii – temat czytań rozwijałby się w bardziej naturalny sposób” – uzupełniał abp Gądecki w wywiadzie dla miesięcznika “Msza Święta”, którego treść zamieścił na swoim blogu.

Jak nietrudno się było zgadnąć media rzuciły się na tę informację. Każda zmiana, szczególnie w instytucji tak strzegącej Tradycji, jak Kościół katolicki staje się bowiem newsem, który warto zamieścić nawet na “jedynce”. To jednak, co zrozumiałe u dziennikarzy (siłą rzeczy goniących za nowinkami) zaskakuje u hierarchy i teologa. Nie jest bowiem jasne, czemu miałyby służyć proponowane zmiany. Jeśli lepszemu ustrukturyzowaniu “przekazu” – to zamiast zmian w kolejności czytań, wystarczyłoby położyć większy nacisk na kazania. To w nich można i trzeba pokazywać, jak Słowo Boże przemawia do człowieka.

Nie wiadomo też, dlaczego kolejność chronologiczna (sam arcybiskup przyznaje, że z datowaniem pism nowotestamentalnych są pewne problemy) miałaby być lepsza niż kolejność hierarchiczna, która wskazuje na to, że Ewangelia jest szczytem i zwieńczeniem przekazu biblijnego. Czas powstania pism jest oczywiście ważny, ważne jest również ich miejsce w przekazie czy nauczaniu, ale liturgia nie ma być prostą katechezą biblijną, a modlitwą, w której uwielbienie, dziękczynienie i ofiara, a nie “komunikat” stoją w centrum. I dotyczy to zarówno liturgii Słowa, jak i liturgii eucharystycznej. Zmiany proponowane przez arcybiskupa Gądeckiego zaś jasności struktury modlitewnej mszy świętej raczej nie służą.

Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że pomysły arcybiskupa wyrastają z typowego dla Kościoła posoborowego (ale i dla całego świata) przekonania, że nowe jest lepsze od starego. Jeśli coś można zmienić i znajdzie się dla tego odpowiednie teologiczne uzasadnienie (a dla czegóż nie możnaby znaleźć uzasadnienia), to trzeba to przetestować. Może będzie lepiej. Tyle tylko, że doświadczenie uczy, że liturgie, które rozwijały się naturalnie, bez zerwań, rewolucji, rekonstrukcji – zazwyczaj lepiej znoszą próbę czasu niż te, przy których nieustannie się grzebie i poprawia. A powód jest dość oczywisty, wcale nie trzeba odwoływać się przy tym do Objawienia czy nauki Soborów, mądrość pokoleń, ich doświadczenie modlitewne, jest zazwyczaj lepszym nauczycielem i formatorem liturgicznych tekstów, niż wiedza (nawet wiedza teologiczna) najwybitniejszych uczonych. Liturgia ma być modlitwą Ludu Bożego, a nie tworem liturgistów czy biblistów.

Mądrość Kościoła zawsze bazowała na głębokim przekonaniu o rozwoju doktryny w procesie jej pogłębiania, odczytywania, ale w procesie ewolucyjnym, a nie rewolucyjnym. I zawsze się to sprawdzało.Nie ma powodów, by uważać, że w XXI wieku jest inaczej. Szczególnie, że akurat w modlitwie tradycja i stałość ma znaczenie niekwestionowalne. Modlitwa, liturgia, pobożność przekazywana jest z ojca na syna (w moim przypadku, mam nadzieję, będzie przekazywana na córki). I jest niewątpliwą wartością, gdy synowie/córki mogą się modlić tak, jak ich ojcowie. W ubiegłym wieku przeżyliśmy już jedno zerwanie, i wcale nie jestem pewien, że jego skutki są tak znakomite, jak się nam o tym opowiada. Następnych rewolucji nam nie trzeba.

Inna rzecz, że biorąc pod uwagę kierunek obecnego pontyfikatu jedynym miejscem, gdzie propozycje abp Gądeckiego mogą zaistnieć wydaje się być jego własny blog.

Późniejsze wpisy Autora można znaleźć na Nowych Blogach Tezeusza

Monday, 06.10.2008

Idzie zima!

Autor: Malgorzata Frankiewicz @ 22:46

Odkąd tylko przeprowadziliśmy się do Kasinki, wszyscy miejscowi straszyli nas zimą, która ma być podobno szczególnie straszna w naszym nieużywanym i nieogrzewanym od paru lat domu. Potraktowaliśmy tę sprawę bardzo poważnie i gdy Prezes Fundacji podróżował po Polsce, sprawdzając jakość swojego nowo nabytego samochodu oraz równie nowo nabyte umiejętności kierowcy, ja zajęłam się przygotowaniami do pierwszej zimy w górach.

W ubiegłą sobotę przyjechało drewno z Dobrej. Olbrzymi tir ledwie wdrapał się pod górę. Wypakowano z niego siedem kubików drewna bukowego. Niestety, niesezowanego przez dwa lata, jak to się podobno bukowi należy, ale z wiosny. Sprawdzaliśmy już w kominku – syczy okrutnie przy paleniu. Może jednak przeschnie jeszcze przez kilka miesięcy, zanim skończą się zapasy buka, pozostawione nam przez właściciela domu. W każdym razie Marcin z sąsiedztwa ułożył to drewno pod balkonem tak pięknie, że aż miło popatrzeć. Od razu robi się cieplej.

Zima2

Następną ważną inwestycją był piec centralnego ogrzewania. Instalowano go we wtorek i w środę, nie bez pewnych przygód. Pierwsza to potężny szum, który dał się słyszeć w całym domu w środę nad ranem. Początkowo wydawało się, że to deszcz, ale bliższa analiza wykazała, iż rzecz dzieje się w kotłowni, która była pełna pary z przegrzanego elektrycznego bojlera. Po prostu nie zadziałał wyłącznik czasowy, bo któryś z panów instalatorów, wyjmując go poprzedniego dnia z kontaktu, aby włączyć spawarkę, nacisnął wielkim palcem przycisk i przełączył urządzenie z prawidłowego trybu AUTO na MANUAL ON… Potem ze spokojem skomentował: „To nawet dobrze, bo para wodna pod ciśnieniem świetnie przeczyściła rury”… Następnie rozpalił w piecu, wziął należne pieniądze i wyjechał. Tyle tylko, że zapomniał odkręcić zawór przy bojlerze centralnego ogrzewania, co z kolei mogło grozić rozsadzeniem tegoż bojlera. To właśnie była druga bojlerowa przygoda, która też skończyła się na szczęście dobrze.

Sam piec jest po prostu wspaniały. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, bo jest to też pierwszy piec c.o. w moim życiu, który potrafię sama bez kłopotu obsługiwać. Ponadto dodano do niego bardzo gustowną, niewielką “damską” łopatkę, którą bez większego wysiłku mogę nabierać węgiel. I jeszcze ten komputerek pozwalający ustawiać żądaną temperaturę oraz inne parametry – czysta poezja!

Zima3

Dzisiaj zakończyliśmy gromadzenie opału na zimę. Przywieziono nam wreszcie cztery tony węgla. Wraz z tym, co pozostawił właściciel, powinno chyba wystarczyć. Taki węgiel i jednakowa przyzwoita temperatura, która panuje w całym domu od kilku dni mogą z pewnością napełniać optymizmem.

Zima1

A w górach już jesień – złota od modrzewi i czerwona od buków… Chciałam jeszcze umieścić na zdjęciu widok z naszego salonu na coraz bardziej kolorowy Szczebel, lecz aparat fotograficzny w komórce nie sprostał temu przedsięwzięciu, a tylko takim sprzętem Redakcja na razie dysponuje.

Jesienna melancholia i nieuchwytność życia

Autor: Andrzej Miszk @ 14:20

Jesień. Zbocza gór złocą się. Ciemność wydłuża swój cień. Przymrozki figlują ze słońcem. Nostalgia. Wśród rzeczy, które lubię jest i melancholia. Taka łagodna. Stan cichej zgody na wszystko, co jest i dobry smutek, że niczego nie możemy uchwycić. Zgoda na przemijanie świata, i przyjaźni, i ból, i nieuchwytność piękna. Tęsknota za czymś, czego imienia nie znam. Nieuchwytność życia wyraża jakby jego istotę: żyjemy, nie dysponując podstawą życia i nie znając jej. Uchwycić można coś, co nasze: jakichś mebel, grudkę ziemi, płot, kierownicę samochodu, pogląd. Pochwycić znaczy jakoś zawłaszczyć, użyć. Ale życia, jakkolwiek rozumianego, nie można zawłaszczyć, chyba, że je zabijamy lub zagrozimy śmiercią. W zaciśniętej pięści pozostanie pustka.

Nieuchwytność życia niepokoi, niekiedy przeraża. Przepaść tajemnicy. Dreszcz lęku. Hiedeggerowska Angst. Dziwność. To już nie jest niepewność pytania: Po co żyję? Jaki sens ma t o [wszystko] ? Za którąś granicą doświadczenia zaczyna się ziemia niczyja. Pytania głupieją, zamierają. Dopóki brodzimy po powierzchni życia zajęci przyziemnością, nie dociera do nas t o , i spontanicznie myślimy, że świat jest mały i oswojony: domek, piesek, dzieci, praca, konto w banku, samochód, telewizor. Ale to jeszcze nie jest świat, te sprawy są jedynie ramą obrazu, bezpiecznym schronieniem, by móc doświadczać Tajemnicy. Same w sobie są przyziemnością i niczym. Horror metaphysicus jest przeznaczeniem człowieka. Nerwem jego życia.

Ale wróćmy do zamierania pytań, czyli pogrążania się języka w mroku i niemocy. To najciekawszy moment tego doświadczenia. Język, dzięki któremu zakorzeniam się w świecie, czynię z niego swój dom, popada w ruinę, zamiera. Wraz z językiem zapada się świat. Samooczywistość świata. Ten moment doświadczenia metafizycznej nostalgii jest wymowny. Słowo, które było na początku, nie jest początkiem. Chyba, że Logos pojmiemy jako Słowo Milczenia . Przed słowem jest milczenie i cisza. A jeśli jest język, to zupełnie nieznany, ale dla nas śmiertelnych język Bogów i Duchów jest milczeniem, chyba, że pochylają się, by mówić do nas naszymi dźwiękami.

Dlatego sprawa śmierci jest tak kluczowa. Śmierć dużo więcej ma w sobie życia i dużo lepiej je zna, niż samo życie, pojęte w ramach narodzin i końca. Czy śmierć wyjawia sekret życia? Niekoniecznie. Śmierć, która kończy tę formę życia kogoś, kto uchylił się od miłości Boga, daje tylko odpowiedź cząstkową: jęk potępionych, samoodrzuconych, tych, którzy bardziej lękają się Boga niż wiekuistej pustki. Iwan Karamazow Dostojewskiego. Życie po tamtej stronie nie-do-zniesienia, bez-końca, bez nadziei. Dlatego musi być w nas coś, co nie żywi się pytaniem i odpowiedzią, przetrwa niemotę języka, i przekracza śmierć, nie popadając w jednostronność odrzucenia. Święty Paweł twierdzi, że to miłość (agape), inna niż amor mundi (miłość świata) czy eros, a Tomasz precyzuje, że tylko caritas pozwala przekroczyć dolinę śmierci i ostateczność piekła.

Czyżby funkcją horror metaphysicus było oczyścić duszę i przygotować Spotkanie? Uczyć żyć poza światem, czyli domem języka i bez lęku przed śmiercią? Trwoga, czyli cierpienie bezprzedmiotowego lęku, pozwala odlepić się przyjemności od dobra, a przykrości od zła. To główny fałsz, który nas w życiu spotyka i ślepota. Gdy już nie idziemy za przyjemnościa jako dobrem, i nie unikamy panicznie przykrości jako zła, otwierają nam się oczy na dobro i zło w ich prawdzie. Dajemy się prowadzić w ciemności wiary subtelnej intuicji miłości. Przekraczamy granicę języka, i jakby wypadamy ze świata, a śmierć zmienia swój charakter: staje się nowym początkiem i upragnieniem, czyli nad-życiem, lub po prostu samym życiem.

Śmierć pozwala dłoni rozprostować palce. Zaciśnięta pięść kurczowo czepiająca się życia staje się otwartą dłonią kontemplacji. A jesienna melancholia i tęsknota zapowiada Ekstazę Nieustannego Widzenia.

Video blog

Andrzej Miszk – Pozostałe blogi i teksty
Blogi na wideo w YouTube

Znaki nadziei

Autor: Tomasz P. Terlikowski @ 11:04

Choć dialog ekumeniczny i międzyreligijny trwa, komisje wspólne i liderzy rozmaitych wyznań chrześcijańskich wciąż się spotykają – to niewiele jest ostatnio powodów do radości w tej kwestii. Dlatego warto pisać o tym, co się – mimo wszystko – dzieje, i co ma realne, a nie tylko symboliczne znaczenie (tylko takie miała, moim zdaniem, ostatnia modlitwa duchowego zwierzchnika anglikanów abp Rowana Williamsa w Lourdes). A ostatnio kilka takich wydarzeń, o różnym znaczeniu i skali, miało miejsce.

Pierwszym z nich jest obecność – po raz pierwszy w historii – na 12 Zgromadzeniu Zwyczajnego Synodu Biskupów rabina. Będzie nim rabin Hajfy, Szear Jaszuw Kohen. Ma on mówić o centralnym miejscu Pisma Świętego w żydowskiej tradycji i codziennym życiu, o jego znaczeniu w wychowaniu dzieci. Poza nim, co nie jest zaskoczeniem ani nowością, obradom Synodu przysłuchiwać się będzie patriarcha ekumeniczny Konstantynopola Bartłomiej I.

Nie mniejsze znaczenie ekumeniczne może mieć jednak również wydarzenie czysto prawosławne, jakim ma być zaplanowane na 10-12 października spotkanie przedstawicieli Cerkwi prawosławnych w Stambule. Ich przedstawiciele mają rozmawiać o przezwyciężeniu trudności i napięć w relacjach wewnątrzprawsławnych. Chodzi przede wszystkim o podział Cerkwi ukraińskiej (na trzy zwalczające się wspólnoty), uregulowanie statusu ukraińskiego prawosławia (Rosja uznaje całą Ukrainę za część swojego terytorium kanonicznego, ale… formalnie nigdy nie zniesiono zwierzchności patriarchy Konstantynopola nad Ukrainą Zachodnią). Nie mniej istotna jest jednak również kwestia statusu prawosławia estońskiego.

Spory te, choć wydają się wewnętrzne, mają ogromne znaczenie dla całego ruchu ekumenicznego. To bowiem właśnie one spowodowały, że patriarchat moskiewski wycofał się z obrad Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem katolickim a Cerkwią prawosławną w Rawennie w dniach 8-15 października 2007 r. Oczywiście z samego faktu uzgodnienia spotkania trudno jeszcze wnioskować o przełomie, ale daje to przynajmniej nadzieję na to, że po załatwieniu własnych problemów, prawosławie będzie mogło z nieco większym (też bez przesady) zaangażowaniem zabrać się za współpracę misyjno-ewangelizacyjno-cywilizacyjną z Kościołem katolickim.

Współpraca cywilizacyjna pozostaje zresztą, jak sądzę, absolutnym priorytetem dla ludzi wierzących w świecie zachodnim. Główną linią podziału jest bowiem obecnie spór o to, czy istnieje czy nie istnieje prawda absolutna i absolutna moralność. Ludzie wiary (a przynajmniej ludzie wiary rozumianej tradycyjnie), niezależnie od różnic są w tym sporze po jednej stronie. Żydzi, prawosławni, katolicy i ewangeliczni chrześcijanie głoszą bowiem nie tylo, że Prawda istnieje, ale również, że człowiek powinien się jej podporządkować. I to ona, a nie wygoda czy zadowolenie są dla nich kryterium oceny. Każde zbliżenie się ich (szczególnie w kwestiach moralnych, co przez wieki było prostsze, a teraz niekiedy jest trudniejsze) stanowisk – oznacza więc umocnienie frontu oporu wobec relatywistów. I dlatego tak bardzo trzeba się cieszyć, gdy prawosławni i katolicy (tu miłym choć drobnym sygnałem jest uczestnictwo w maratonie biblijnym prawosławnego metropolity Wiednia biskupa Hillariona) czy katolicy i ortodoksyjni Żydzi zaczynają mówić jednym głosem. Oby te wspólne świadectwa i słowa (wymagające niekiedy odwagi) przekładały się na realne działania.

Sunday, 05.10.2008

Świętość życia w świętości świata

Autor: Malgorzata Frankiewicz @ 22:53

Wstęp do bloku tematycznego na stronie startowej

Od paru dni w „Tezeuszu” trwa gromadząca rekordową ilość wpisów dyskusja, którą wywołał blog Tomasza Terlikowskiego „Modlitwa za aborcjonistów”. Problem aborcji w kontekście świętości każdego ludzkiego życia nie po raz pierwszy pojawia się w naszym portalu i jak zwykle budzi wiele emocji. Warto zatem przypomnieć sobie z tej okazji kilka wcześniej zamieszczonych tekstów, od „Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godność jego przekazywania” papieża Benedykta XVI zaczynając, a na głosach tezeuszowych forumowiczów kończąc. W bloku tematycznym znalazł się również tekst Krzysztofa Stachewicza „Czy etyka lekarska jest potrzebna?”, pozornie tylko dotyczący innych zagadnień, a w istocie pozwalający zastanowić się nad subtelnymi związkami bioetyki, prawa oraz ludzkiego sumienia.

Gorliwym dyskutantom proponuję także, aby przypomnieli sobie o tym, że wczoraj Kościół katolicki wspominał świętego Franciszka z Asyżu. Przeczytajcie, proszę, fragmenty Franciszkowej „Pieśni słonecznej” i zanim napiszecie następny komentarz, pomyślcie przez chwilę, jak wspaniały jest świat, w którym Bóg Stwórca pozwolił żyć naszym poprzednikom, który roztacza On każdego dnia przed nami i do którego będzie zapraszał wciąż nowe istoty.

Pochwalony bądź, Panie mój,
ze wszystkimi Twymi stworzeniami,
szczególnie z panem bratem słońcem,
przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz.

I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem:
Twoim, Najwyższy jest wyobrażeniem.

Pochwalony bądź, Panie mój,
przez brata księżyc i gwiazdy,
ukształtowałeś je na niebie jasne i cenne, i piękne.

Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata wiatr i przez powietrze,
i chmury, i pogodę, i każdy czas,
przez które Twoim stworzeniom dajesz utrzymanie.

Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę wodę,
która jest bardzo pożyteczna i pokorna, i cenna, i czysta.

Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata ogień,
którym rozświetlasz noc: i jest on piękny, i radosny, i krzepki, i mocny.

Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę naszą matkę ziemię,
która nas żywi i chowa,
wydaje różne owoce z barwnymi kwiatami i trawami.

Pochwalony bądź, Panie mój, przez naszą siostrę śmierć cielesną,
której żaden człowiek żywy uniknąć nie może.

Chwalcie i błogosławcie mojego Pana,
i dziękujcie Mu, i służcie z wielką pokorą.

Teksty z bloku tematycznego

Tomasz P. Terlikowski, Modlitwa za aborcjonistów
Benedykt XVI, Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godność jego przekazywania
Andrzej Paszewski, Zapłodnienie in vitro – powracający problem
Forum, Mam prawo tarmosić
Dariusz Piórkowski SJ, Wychowanie do odpowiedzialności
Szymon Gurbin, Zabijanie godności
Krzysztof Stachewicz, Czy etyka lekarska jest potrzebna?

Nowy Biskup w Kościele Zielonoświątkowym w Polsce

Autor: Kazimierz Juszczak @ 20:59

Informuję, że w dniu 03-10-2008 na Synodzie Kościoła Zielonoświątkowego dokonano wyboru Biskupa Kościoła, został nim Prezbiter Marek Kamiński Pastor Zboru w Koszalinie.

Wraz z Biskupem zostało wybrane nowe prezydium Naczelnej Rady Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce.

Kościół Zielonoświątkowy, to 7 pod względem wielkości wspólnota chrześcijańska w Polsce, 2 pod względem wielkości z Kościołów Protestanckich i największa z Kościołów ewangelikalnych.

Ruch zielonoświątkowy , to dziś ponad 500 mln osób na całym świecie.

Niech Dobry Bóg błogosławi obficie nowym władzom KZ, pozdrawiam KJ

Saturday, 04.10.2008

Nie dzielić Kościoła

Autor: Tomasz P. Terlikowski @ 16:24

Wspólną beatyfikację trzech papieży (Piusa XII, Pawła VI i Jana Pawła II) omawiają obecnie szeroko media. Informację taką z czterech różnych watykańskich źródłem miała uzyskać TVN 24. I choć publiczne omawianie tego pomysłu jest najlepszym sposobem, by go utrącić, to trudno nie zatrzymać się nad intencjami, jakie stoją za taką ideą.

Najbardziej narzucającą się myślą jest proste przypomnienie, że nie należy dzielić biskupów Rzymu (i całego Kościoła) na przed- i posoborowy. Pius XII, Paweł VI i Jan Paweł II byli papieżami tego samego Kościoła. Nie jakichś różnych bytów eklezjalnych, z których jeden jest doskonały i święty (w zależności od ustawienia na mapie sporów ideowych będzie to albo Kościół posoborowy, albo przeciwnie przedsoborowy), a drugi niedoskonały, grzeszny i zacofany (lub postępowy). Kościół stanowi jeden organizm, jedno ciało, które oczywiście rozwija się w historii, ale zachowuje swoją tożsamość!

Nie jest zatem tak, jak chcą nas do tego przekonywać zwolennicy postępu (ale i zachowawczości za cenę jedności z Rzymem), że Jan XXIII do spółki z Pawłem VI stworzyli jakiś nowy Kościół, o niebo lepszy (abo o piekło gorszy) i całkowicie inny od Kościoła Piusa XII. Między Kośćiołem pod zwierzchnictwem (widzialnym) Piusa XII a tym pod przewodem Pawła VI nie było przepaści, ani tym bardziej zerwania. Przeciwnie bez Piusa XII i jego eklezjologii nie byłoby eklezjologii Vaticanum II i dzieł późniejszego Magisterium Kościoła. Kto o tym zapomina w istocie nie rozumie ani myśli soborowej (także tego ostatniego Soboru), ani natury katolicyzmu.

Przypominanie o tym jest jednak ważne, bowiem od kiludziesięciu lat wciąż trwa przeciwstawianie sobie Kościoła przed i posoborowego. Benedykt XVI jednym z priorytetów swojego pontyfikatu, uczynił przezwyciężanie tego dziwcznego przekonania i ukazywania ciągłości Tradycji, Magisterium i Liturgii Kościoła. Decyzje o przywracaniu równych praw łacinie i mszy trydenckiej, ale w nie mniejszym stopniu także przypominanie w czasie kolejnych rozważań Ojców Kościoła czy tradycyjnej myśli katolickiej – są tego kolejnymi dowodami. Wspólna beatyfikacja trzech wielkich (choć przecież osobowościowo i myślowo tak różnych) pasterzy byłaby tego kolejnym przykładem.

Pominąłbym natomiast sugestie (także wysuwane), że potrójna beatyfikacja ma osłabić krytykę związaną z wyniesieniem na ołtarze Piusa XII. Pominąłbym, bowiem ona i tak będzie. Komunistyczne potwarze na trwałe przykleiły się bowiem do tego papieża i setki zapisanych na ten temat stron czy opublikowanie archiwów watykańskich niestety na razie tego nie zmieniają. Nie sądzę jednak, by Kościół powinien się tym szczególnie przejmować. Znaczenie Piusa XII dla rozwoju doktryny, jego zasługi dla ratowania Żydów i wielkie wyznania przed jakimi stanął są bowiem dość oczywiste dla każdego nieuprzedzonego człowieka. A fakt, że w czasie swojego pontyfikatu popełnił on poltyczne czy instytucjonalne błędy też nie jest argmentem przeciw świętości. Gdyby tak było świętym nie mógłby zostać ani Paweł VI (błędna polityka wschodnia czy brak reakcji na faktyczną schizmę części teologów hierarchów zachodnich, którzy zlekceważyli nauczanie zawarte w “Humanae vitae”), ani zapewne Jan Paweł II (tu zarzutem może być choćby brak realnej reformy Kurii Rzymskiej).

Oczywiście uwagi te należy traktować czysto teoretycznie. Watykański wyciek, którego celem było postawienie na nogi polskich mediów, mógł mieć bowiem wspomniany już powyżej cel, czyli utrącenie pomysłu. Nawet jeśli jednak tak było, i nawet jeśli się to uda, jedno pozostanie oczywiste: intencje Benedykta XVI, który nie chce nieustannego dzielenia Kościoła, widząc w tym poważny doktrynalny bład.

Webmaster
© Tezeusz 2004-2008
Redakcja Tezeusza
  
| Imieniny: